wtorek, 31 maja 2016

Dżemowy, powrót do rzeczywistości.

Wracam do was po kilkunastu dniach nie pisania. Przyznam się, że nie potrafiłam zabrać się do tego, żeby wymyślić jakiś interesujący temat. Miałam też parę ciężkich dni a jutro jadę na wycieczkę
 3- dniową z  klasą do Kotliny Kłodzkiej. Zamierzam o tym też parę słów napisać. Tak Tak i gdyby nie to co się stało dzisiaj, nadal tkwiłabym w tym przysłowiowym 'dołku', bez pomysłów. 
Remat może zawierać dosyć nie interesujące przemyślenia, więc jeżeli nie jesteś zainteresowany, po prostu wyjdź z tego posta i pójdź gdzie indziej. Mam o wiele ciekawsze wpisy, niż ten. 



Trudno mi chyba o tym mówić. Było to tak dawno, sama nie potrafię sobie przypomnieć tego momentu. W zasadzie od kiedy pamiętam, razem z całą rodziną chodziłam do kościoła co niedzielę. Jest tak do teraz, w sumie nie pamiętam kiedy ostatnio nie byłam. Wszystko wydaje się takie piękne. Rodzina, która troszczy się o mnie, pragnie, żebym była lepsza. Chce bym była NAJlepsza, inni się dla niej nie liczą. Wracając do tematu..
Było tak, że chodziliśmy zawsze, w każde święta. Nie wiem, jak oni to postrzegali. Zawsze się zastanawiałam, czy moi rodzice naprawdę wierzą w Boga. Mój tata nie był tak religijny jak mama, ale chodziliśmy wszyscy razem. Mawiali, że jesteśmy rodziną kochającą Boga. Byłam zbyt mała, żeby to zrozumieć. Tak naprawdę, teraz myśląc chodziłam do kościoła bo tak już było. Wiem na pewno, że to była taka rutyna. Wiedziałam, że muszę tam być, choć tak logicznie myśląc nie zastanawiałam się dlaczego.
Tak.. Bój jest bla bla bla. i wtedy urodził się Jezus bla bla bla. Te słowa znam już na pamięć. Wigilia, najpiękniejszy czas. Oczywiście nie mogło zabraknąć Pisma Świętego. Wszystko było tak po katolicku. Jednakże już jestem coraz starsza i starałam się myśleć o tym jak najwięcej. Do tej pory zawsze broniłam Jezusa, gdy ktoś go obrażał stawałam jako taki 'Super Hero' i robiłam wejście smoka.. Śmiali się ze mnie, że ja jestem taka wierząca.. Bóg nie istnieje - mawiali. W dzisiejszych czasach mało kto jest tak wrażliwym na męki Pańskie. Moja kochająca mama. Co ja bym bez niej zrobiła, no właśnie i tutaj zaczynają się schody. Mama zawsze chciała bym wyrosła na ludzi, myślałam o wszystkim.
Byłam dla niej nie dobra, podobno większość dzieciaków tak ma. Buntują się. Wiek dorastania, lecz tyle się słyszy o tym, że dzieci pomagają rodzicom. To było trudne, bo ja naprawdę ich kocham. Nie potrafię tego okazywać, zawsze jest moja wina, że liczą się dla mnie tylko przyjaciele. Dzisiejszego dnia właśnie tak było. Z tego względu, że jutro mam tą wycieczkę, musiałam wstać rano. Nie byłam w szkole, bo chciałam się podleczyć, nie zamierzam brać antybiotyków. Wstałam i dzień jak co dzień, radio i muzyka. Leciało We Will Rock You. Kocham to! Jeden z najbardziej znanych piosenek Queen. Gdy wiedziałam już, że jestem w 90% przygotowana do wycieczki, zaczęłam pakować ubrania i inne rzeczy. Mama zaczęła krzyczeć, że zgubiłam swoją szczotkę do włosów. Była droga, więc trudno było się pogodzić z tym, że ją zgubiłam.. Przeszukałam cały dom, również dom sąsiada. Nigdzie jej nie było. Mama wpadła w furię. Zaczęła mi wypominać wszystko, dosłownie wszystko co cisnęło się jej na język. Nie było mowie już o szczotce, tylko o wszystkim innym. Bo jestem najgorsza itp. Naprawdę mi było przykro, starałam się nie płakać. Chciałam jej pokazać, że mnie to nie rusza. Wychodząc na zajęcia dodatkowe zrobiłam kilka głębokich wdechów. Pani Małgosia - bo tak ją nazywano, wspomniała, że jej jest dzisiaj msza za jej mamę. Już 2 lata bez niej. Powiedziała wtedy słowa, który mną poruszyły i dosłownie pociekła mi łza po policzku. Rzekła, że w dzień matki jako jedyna nie mogła jej podziękować, za to kim dla niej była, że nie mogła jej przytulić, jedynie pojechać na cmentarz. Pomodlić się za nią. W tym samym momencie pomyślałam o mojej mamie.. To było okropne uczucie, poczułam, że powinnam ją przeprosić. Zajęcia skończyły się 10 minut wcześniej ze względu właśnie na mszę. Rzekomo miałam iść do domu, ale pech chciał, że wzięłam złe klucze. Nie mogłam się dostać do środka. Babcia poszła na msze. Nie pozostało mi inne rozwiązanie niż iść do kościoła po klucze. Zrobiłam kolejne 'Wejście Smoka' i weszłam do ławki w której siedziała moja babcia z sąsiadką. Szturchnęłam ją i zapytałam czy mogę dostać jej klucze. Babcia wyjęła je z torebki, ale coś ją pohamowało.. odparła - A może zostań. 
Posłusznie weszłam głębiej ławki i uważnie słuchałam słów księdza. Pomimo wszelkiego spokoju, nadal nie potrafiłam powstrzymać łez. Ewangelia była o (14) Maryi, i Elżbiecie, która nie mogła mieć dzieli. Pomyślałam o mamie. Tak bardzo mnie kocha. Wtem ksiądz skierował pytanie do mnie.. jako, że byłam jedyna z młodszych osób w kościele: Masz już 14 lat? Maryja w Twoim wieku już miała urodzić Jezusa. Speszyłam się, lecz udało mi się wyjąkać, że mam 15 lat. Całą mszę czułam coś dziwnego, bo była to niby msza, jak każda, lecz czułam jakąś więź. Wyszłam z kościoła i wtedy już wiedziałam, że chyba to było zaplanowane. Spotkanie, na którym nie mogło mnie zabraknąć. Byłam wielce wzruszona ty, co tam się stało. Niby nic wielkiego, lecz coś zwyczajnie niemożliwego, co zostało we mnie. Obok, stała kaplica. Popłynęła mi łza, do tej pory nie wiem co się stało i nawet gdyby ktoś teraz zapytał mnie czy Jezus był moim.. no nie wiem jakby to nazwać.. przyjaciele? to powiedziałabym, że był mi obojętny. Był, ale nie do końca. Nie Nie.. żebyście nie myśleli, że ja cie tak zmieniłam. Nie zmieniłam się w ogóle. Nos mam na swoim miejscu jak jak serce, tylko trochę zaczęłam dostrzegać to czego mi brakuje, brakuje mi kogoś, komu mogę powiedzieć wszystko i mieć pewność, że on mnie nie zdradzi, raczej zaradzi. Ludzie nie zmieniają się w jedną chwilę, to czas ich zmienia, w jedną sekundę nie postanowię, że będę zakonnicą, bo byłoby to dosyć głupie. 
Myślę, że nie polecą jakieś mega hejty, a jak tak, to zrozumiem i postanowiłam zrobić oddzielną zakładkę na hejty, bo coś mi nudno, że nikt nic nie komentuje i nic nie pisze. Jeśli jeszcze was nie zgubiłam nad takim dziwnym przemyśleniem, to się cieszę, że wytrwaliście do końca. Może jeszcze nie wszystko stracone i ktoś to jeszcze czyta. 

Ja się z wami żegnam i widzimy się za 3 dni po wycieczce. <3 Kocham was.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz